środa, 8 października 2014

Anna Przybylska czyli zabójcze skutki medycznej dyktatury

Jeszcze nigdy pani Anna Przybylska nie miała tylu przyjaciół, co po śmierci. Wszyscy wypowiadają się o niej "Ania...' jakby byli, co najmniej po jednej wspólnej imprezie. Wszyscy też prawią banały w rodzaju „Przegrała walkę z chorobą” a mnie aż nosi, gdy słucham tego bełkotu, ponieważ Pani Anna nie przegrała, bo jej nawet walczyć nie było wolno. Mogła najwyżej podpisywać zgodę na kolejną terapię jednak jedynymi graczami, którzy przegrali byli lekarze stosujący nieskuteczne metody leczenia, ale ciągle z uporem maniaka wmawiający pacjentowi, że jest szansa na wyleczenie. Trudno o bardziej zakłamaną grupę zawodową niż onkolodzy. Mamienie nadzieją to ich specjalność. Byle znachor ma większe szanse na wyleczenie z raka niż ci pseudo specjaliści.
Żaden chory w Polsce i prawie na całym świecie nie ma prawa leczyć się w dowolnie przez siebie wybrany sposób. Przede wszystkim, dlatego że prześladowani są ludzie, którzy podejmują się prób leczenia nawet, gdy chodzi o przypadki uznane za niewyleczalne. Jeśli nawet ktoś ma lepsze rezultaty w leczeniu raka niż onkolodzy to i tak nie może nikogo leczyć. Chory, więc ma do wyboru poddać się „dobrowolnie” terapii dyktatorów medycyny lub umierać bez żadnej pomocy. W takim przypadku, kiedy lekarze są monopolistami na rynku i nikomu nie wolno z nimi rywalizować mówienie, że pacjent przegrał z choroba jest bezczelnością. Przegrali po raz kolejny lekarze, którzy zastosowali nieskuteczne metody oczekując, że tym razem dojdzie do cudu i pacjent wyzdrowienie. Przegrał przemysł farmaceutyczny a pacjent był tylko ich kolejnym eksperymentem.